Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
XVIII


XVIII

-Mam dziwne uczucie. Czuję się nieswojo.
-To normalne. - odpowiedziała Kristen. - Później będziesz zagubiona.
-Może już jestem. - mruknęłam i odpaliłam papierosa. - Muszę je rzucić. - stwierdziłam. I wcale nie pomyślałam o matce.

***
Wyciągnęła spokojnie przeźroczystą szklankę z brązowego barku i chwyciwszy za dużą, niepełną butelkę, odkręciła zakrętkę. Z lekkim zawahaniem nalała ciecz do szkła, a kiedy skończyła, udała się do kuchni, gdzie otworzywszy lodówkę wrzuciła do szklanki cztery kostki lodu. Potrząsnęła i wróciła do sypialni. Delikatnie usiadła na łóżku, popatrzyła na alkohol, który trzymała w prawej dłoni i powoli jej usta przywarły do szkła, mocząc się w cieczy.

***
Aaron chyba pierwszy raz w życiu się tak czuł. Nie -zawsze odnosił takie wrażenie, kiedy szedł Nie-Do-Byle-Jakiej-Dziewczyny. Umiał się lekko ostudzić rzeczywistością.
Idąc szeroką alejką betonową, mijając nieznanych mu ludzi, chłopak wykręcił znany mu na pamięć numer i czekał.
-Tak? - mruknęła od niechcenia.
-Myślałem, że mnie lubisz. - uśmiechnął się do małego dziecka, które stało obok niego, trzymając w ręku piłkę. Rozbawiła go Julie. A dziecko minął.
-Nie lubię cię. - westchnęła.
-Ja ciebie też.
-Mhm.
-Gdzie jesteś?
-U Kristen. A ty?
-Idę do niej.
-Do niej? Kurwa, zachowujesz się jak baba, mów po imieniu.
-Pierdol się facecie. Mam mieszane uczucia.
-Oj, ja też...
-Ke?
-Nie ważne. Baw się dobrze ze swoją Felicie i mam nadzieję, że kupiłeś potrzebna ilość kondomów.
-Kocham cię.
-Seks, seks, seks. - i tak go pożegnała. Zaśmiał sie nerwowo do siebie, kiedy wkładał telefon do kieszeni od spodni.

***
Gdy wchodziłam do domu, na dworze było ciemno. Dochodziła północ. Trochę się zasiedziałam u Kristen. Cicho ściągnęłam buty w holu i udałam się do kuchni. Zastałam otwartą na oścież lodówkę. Zamknęłam ją jednym ruchem, jednocześnie wyciągając karton soku.
Piłam napój, patrząc przez niezasłonięte okna, jak moja sąsiadka wychodzi ze swoim pudlem. Świetna kobieta. Kocha swego psa bardziej niż syna, który ma dwadzieścia osiem lat i nadal z nią mieszka.
Kiedy skończyłam, zasłoniłam szyby roletami i udałam się w stronę łazienki.
Teraz ten dom wydawał się tak cholernie pusty...

Kiedy wybierałam się już do swego pokoju, po drodze wstąpiłam do sypialni, sprawdzić czy mama jest.
Była.
Na szafce nocnej stała prawie pusta butelka alkoholu.
Z totalnym zrezygnowaniem i niedowierzaniem weszłam po cichu, zabrałam butelkę i zgasiłam nocną lampkę.
Zawartość butelki wylałam do kibla, a samą butelkę wyrzuciłam. Byłam zawiedziona.

***
Dookoła grała muzyka. Blues mieszany z jazzem. Na niewielkich stolikach paliły się czerwone świece, stwarzając miłą atmosferę. Ogólnie dookoła wszystko było takie romantyczne i przytulne. Długie, czerwone firanki; obrazy przedstawiające intymne spotkania dwojga ludzi; spokojna i opanowana obsługa.
Chloe była zafascynowana. Zresztą to ona zaproponowała to miejsce. Nigdy tu nie była, ale Julie powiedziała jej o tej restauracji.
Zawsze marzyła o tak bardzo romantycznej kolacji...
-Skarbie, jutro się nie spotkamy. - powiedział Owen, odkładając telefon. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, iż mógłby tak przez te okropne dziesięć minut nie esemesować i zająć się swoją dziewczyną, ale w odpowiednim momencie się ugryzła w język i zadała pytanie.
-Dlaczego?
-Wyskoczyło mi coś. - uśmiechnął się do niej.
-Czemu nie chcesz mi powiedzieć, co takiego? - zmrużyła oczy.
-Jak to nie chcę? - spojrzał ze zdziwieniem.
-Mówisz, że COŚ ci wyskoczyło. Jeżeli chciałbyś mi powiedzieć, co takiego, powiedziałbyś. - oświadczyła, zakładając ręcę na piersiach.
-Przesadzasz.
Do końca spotkania nie poruszyli już tego tematu.

***
-Halo?
-...Cześć.
-Cześć, Julie.
-Czemu się nie odzywałeś?
-Czekałem, aż ochłoniesz i sama zadzownisz. Nie chciałem się narzucać.
-Nie narzucałbyś się.
-... Co tam u ciebie?
-Wiesz, poza tym wszystkim, to nie wiele się zmieniło przez te dwa dni.
-Heh, no tak.
-A u ciebie? Mieszkasz z Megan?
-...Tak.
-Dobrze ci z nią?
-Mhm... Julie, może byśmy się spotkali?
-Kto? My?
-No tak.
-Tato...może jeszcze nie, dobra?
-Jasne, rozumiem.
-Zadzwonię.
-Będę czekać.
-Trzymaj się...
-Na razie.

***
Słońce przebijało się przez chmury. Lekki wiatr owijał się wokół naszych policzków, a wokół ptaki wesoło ćwierkały. Po prostu lato.
-No opowiadaj, debilu! - zaśmiałam się lekko, opierając swoją głowę o Aarona ramię.
-Nie będę ci się zwierzać, jak jakaś baba.
-Ale ty jakaś baba nie jesteś. Ty jesteś moja baba. - wyszczerzyłam zęby.
Zmierzył mnie świdrującym wzrokiem i wystawił język.
-Jeżeli chcesz wiedzieć, czy uprawiałem seks z dziewczyną, to się nie dowiesz.
-Ha! Czyli jednak! - uśmiechnęłam się złośliwie. A zaraz potem oberwałam w głowę.
-Mylisz się.
-Taaa.
-Naprawdę. - spoważniał. Wstałam, odeszłam dwa kroki, po czym wróciłam, stając na przeciwko drewnianej ławki, na której siedział.
-Dziwny moment. - syknęłam zaciekawiona. - Co jest?
Zawsze potrafiłam wyczuć, kiedy Aarona coś gryzie, a kiedy nie. I czy jest to pozytywne, czy negatywne. To było negatywne.
-Nic. - wzruszył ramionami. Nachyliłam się nad nim i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Aaron, dosyć tego. Powiedz mi wreszcie wszystko! I nie baw się ze mną.
-...
Usiadłam obok.
-Słucham. - powiedziałam groźnym tonem.
-Dobra. Niech ci będzie.
-Nie mi, tylko tobie ma to pomóc! - westchnęłam, opadając na oparcie ławki. Zamknęłam oczy. Czułam jak słońce opala moje policzki.
-Zadzwoniłem do niej i się spytałem o spotkanie. Zgodziła się. Wydawała się być szczęśliwa z tego powodu.
-Wydawała?
-Jej szczęśćie z powodu naszego spotkania dotyczyło faktu, iż powie mi coś, co ponoć próbowała powiedzieć od samego początku.
-A co to takiego? - popatrzyłam na niego czujnie, domyślając się.
-Ona się wychodzi za mąż.
-Słucham?! - doznałam w szoku. Nie tego się spodziewałam.
-Przespała się z chłopakiem, za którego wychodzi, bo niedługo urodzi mu dziecko. - wydusił to z siebie, nie okazując żadnych emocji.
Patrzyłam z niedowierzaniem na jego twarz.
-Ja pierdolę. - mruknęłam. - A ona w ogóle chce tego ślubu?
-Twierdzi, że nie. Kurwa, nie wiem! Powiedziała mi tyle rzeczy...
Objęłam Aarona. Przez trzydzieści minut siedzieliśmy w ciszy, nasłuchując natury.

upita-przez-świętego 18/03/2007 13:49:02 [Powrót] opinia


smacznego ;D
autorka 18/03/2007 22:37:01
brak www IP: 81.190.225.235

dłuuugie.

lubię, hm, ty masz dziwny sposób pisania, taki wyniosły, ale bez przesady...
można się w nim rozsmakować. i tak czynię, hihih.
Looziker 18/03/2007 21:20:28
brak www IP: 83.27.188.226

długie x). dobrze xP.
też chyba muszę coś napisać.
anyway.
stosunek do ojca świetny. matka zaczyna pić. toksyczny związek chloe i owena (on ją zdradza, prawda? debil). piękna do pozazdroszczenia przyjaźń między julie i aaronem x). i jeszcze ślub felicie.
ach, ta piękna rzeczywistość xD.
płomyk 18/03/2007 15:37:26
brak www IP: 212.244.6.196